„ To miejsce straszne jest” – Rennes-le-Château i zagadka księdza Saunière

Pod koniec XIX wieku do małej francuskiej wsi Rennes-le-Château przybył biedny ksiądz Bérenger Saunière. Pomimo swojego przystojnego wyglądu, dobrej edukacji i ambicji, poczuł się rozczarowany, obejmując swoją nową parafię. Kościół, który dostał, był zrujnowany. Kaplica nie miała większości dachu, a deszcz padał na ołtarz. Zakrystia była niezamieszkana, a jego pensja była ledwo wystarczająca na najprostsze jedzenie.

Ksiądz zamieszkał z gospodynią i jej 16-letnią córką, Marie, w której szybko się zakochał. Miejscowa społeczność i biskup Carcassonne wydawało się tolerować tę sytuację.

Podczas wyborów w 1885 roku Saunière zaangażował się jako zaciekły przeciwnik rządzącej partii republikańskiej, zachęcając parafian do głosowania przeciwko niej. Jego płomienna kaznodziejska nie miała większego wpływu na wynik wyborów, które wygrali republikanie. Jednakże, gdy opinia publiczna dowiedziała się o postawie księdza, rywale postanowili się zemścić, wywierając presję na władze kościelne. Ze względów politycznych zawieszono mu niewielką pensję. Saunière odwołał się do biskupa, który mianował go profesorem w pobliskim seminarium. Ksiądz krążył po korytarzach i salach lekcyjnych przez sześć miesięcy, a następnie przywrócono mu pensję.

Jeśli kościelni hierarchowie myśleli, że uciszyli Saunière’a, byli w błędzie. Wrócił do wioski z poparciem bogatego patrona i planami poprawy zarówno swojego, jak i parafii.

Pewnego dnia, wpływowa hrabina Chambord przekazała proboszczowi trzy tysiące franków jako gest uznania za jego stanowisko polityczne. Saunière postanowił przeznaczyć całą sumę na odbudowę i renowację kościoła.

W tym czasie ksiądz zainteresował się miejscową legendą. ierdzać zdumiewającą teorię.

W tym okresie Sauniere zaczął się fascynować miejscową legendą.

Kościół poświęcony Marii Magdalenie został wybudowany w miejscu zaślubin Dagoberta II i Gizeli de Razes. Zdawało się to potwierdzać zdumiewające odkrycie.
Dzwonnik kościoła, Antoine Captier odnalazł w kolumnie podtrzymującej mównicę szklaną fiolkę, którą przekazał księdzu. Zawierała ona według ustnych przekazów 3 manuskrypty z podpisem Blanche de Castille: drzewo generalogiczne Dagoberta II oraz dwa manuskrypty z wersetami z Biblii. W kolejnym dniu Sanuniere poprosił pracowników by unieśli kamień znajdujący się przed ołtarzem. Płyta, która została położona rzeźbą w dół przez poprzednika Sauniere’a przedstawiała dwóch rycerzy jadących na tym samym koniu. Robotnicy pomyśleli, że płyta może być wiekiem grobu a ksiądz wstrzymał polecenie jej podniesienia. O swoim znalezisku Sauniere poinformował przełożonych, spotkał się również z przyjaciółmi: ojcem Henri Boudet i ojcem Gélis w sąsiednich wioskach.

Od tego momentu Sauniére rozpoczął potajemne prace, które prowadził w nocy nie pozwalając nikomu patrzeć na to, co robił.

Biskup Carcassone, Monseigneur Félix Billard wysłał Sauniére’a do Paryża na 5 dni, by ten z pomocą duchownych i naukowców odszyfrował tajemnicze manuskrypty (Informacja ta nie została nigdy potwierdzona). Tam ksiądz spotkał ojca Bieil, przeora Kościoła St Sulpice. Za pośrednictwem bratanka przeora Sauniere spotkał się również z dwudziestoletnim Emile Hoffet, człowiekiem z paryskich kręgów ezoterycznych.

Sauniére, otrzymawszy tłumaczenie manuskryptów kupił w Paryżu trzy obrazy:

  • „Kuszenie Św Antoniego“ autorstwa D. Teniersa
  • „Pasterze arkadyjscy“ pędzla Nicolasa Poussin
  • oraz obraz przedstawiający papieża Celestyna V.

Po powrocie do Rennes-le-Chateau Sauniére kontynuował prace. Korzystał przy tym z pomocy służącej, Marie Denarnaud i jej rodziny. Wszyscy oni mieszkali u księdza w prezbiterium.

Niewielka świątynia została wspaniale ozdobiona malowidłami i rzeźbami, które Sauniere kupował podczas wypraw do Paryża. Niektóre miały tradycyjny charakter, inne były dość zagadkowe pod względem stylu i znaczenia. Nad głównym wejściem znalazł się napis „Terribilis est locus iste”, co znaczy: „Straszne jest to miejsce”. ”. Napis ten pochodzi z Księgi Rodzaju 28, 17. W śnie Jakubowi ukazał się Bóg: „ A gdy Jakub zbudził się ze snu, pomyślał: Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem. I zdjęty trwogą rzekł: O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama do nieba”.

Tuż przy wejściu stał odrażający posąg demona Asmodeusza, tak zwanego strażnika tajemnic.

Duchowny zgromadził dość środków, by wystarczało na zakup nie tylko dzieł sztuki do jego kościoła. Nabył także kilka akrów ziemi przylegających do terenów kościelnych i zaczął budowę wieży Magdaleny, na część Marii Magdaleny, oraz wielopokojowej posiadłości dla siebie i Marie – Villa Bethania.

Jeszcze niedawno skromny proboszcz, teraz Saunière mógł teraz pozwolić sobie na zaspokojenie każdego pragnienia. Jego luksusowy styl życia zaskakiwał mieszkańców małej francuskiej wioski Rennes-le-Chateau. Kaczki, które hodował, były karmione specjalnymi herbatnikami, aby ich mięso miało delikatny zapach i smak. Piwnica kościoła była pełna dobrze zaopatrzonych win, a rum z Jamajki sprowadzano co miesiąc w ilości siedemdziesięciu litrów. W czerwcu 1891 roku Saunière zorganizował procesję, aby zaprezentować publicznie niedawno nabyty posąg Madonny z Lourdes, który umieścił na postumencie w nowym, eleganckim ogrodzie przy kościele. Rok później wzbogacił świątynię o nowy konfesjonał, kazalnicę i tajemnicze stacje Męki Pańskiej w kształcie koła, które prawdopodobnie kryły zaszyfrowane przesłanie. Wnętrze kościoła zdobiła również zamówiona specjalnie rzeźba Marii Magdaleny.

Saunière nie ograniczał swojego zamiłowania do ozdabiania kościoła. Mieszkańcy wsi z zachwytem przyjęli plany budowy sztucznej groty w pobliżu miejskiego placu, a Marie Denarnaud chodziła dumnie po targowisku w sukniach szytych według najnowszej paryskiej mody. Czasami niosła przy sobie torebkę z dokumentami potwierdzającymi posiadłość, którą Saunière kupił na jej nazwisko.

Choć mieszkańcy byli ciekawi, skąd pochodzą bogactwa ich proboszcza, nie zaniepokojeni tym faktem. Saunière zapewniał miejscowym pracę i dodawał małej społeczności prestiżu. Oczywiście, ich ciekawość była całkowicie zaspokojona przez opowieść, która logicznie wyjaśniała wszystko.

Według tej opowieści Saunière odkopał coś znacznie cenniejszego niż złoto i kosztowności. Słowa o skarbie Dagoberta i pochowanym człowieku („i on jest martwy tutaj“) nie odnosiły się do dawno zmarłego króla Merowingów, lecz do ciała samego Chrystusa. Zaszyfrowany pergamin, ukryty w kolumnie za ołtarzem, wskazywał miejsce, w którym spoczywał.

Jednak znalezienie ciała Chrystusa w zapomnianej francuskiej wiosce mogło podważyć fundamenty chrześcijaństwa,

Przed Bérengerem Saunière’em stała niezwykle trudna decyzja. Jako głęboko religijny człowiek, był świadomy, że odkrycie ciała Chrystusa w zapomnianej francuskiej wiosce mogłoby wywołać nieodwracalne konsekwencje dla chrześcijaństwa i całej struktury wiary. Podważenie fundamentalnych dogmatów, jak śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie, mogłoby wstrząsnąć instytucjami kościelnymi, włączając w to sam Watykan. Oznaczałoby to konieczność ponownego przemyślenia i zrewidowania podstaw chrześcijańskiej doktryny, a może nawet całkowitego odrzucenia tradycji, która trwała przez dwa tysiące lat.

W obliczu takiego dylematu, Saunière znalazł się na rozdrożu. Jako człowiek praktyczny, nie mógł ignorować faktów i jednocześnie zdawał sobie sprawę, że zachowanie tajemnicy na zawsze było niemożliwe. Był świadom, że utrzymanie sekretu wiązałoby się z koniecznością ukrywania prawdy przed milionami wierzących ludzi, co ostatecznie naruszałoby ich zaufanie i uczciwość religii, którą sam głęboko szanował.

W efekcie Saunière postanowił podzielić się swoim odkryciem tylko z niewielką grupą wysoko postawionych hierarchów kościelnych. Złożył im obietnicę zachowania tajemnicy, w zamian otrzymując hojne stypendium od Kościoła. To pozwoliło instytucji kościelnej zyskać cenny czas na przemyślenie i opracowanie strategii reakcji na tę rewolucyjną informację.

Mimo że Saunière podjął decyzję o ograniczeniu wiadomości o odkryciu, nie można zapomnieć, że całe chrześcijaństwo znalazło się w rękach nieznanego francuskiego księdza, który otwarcie żył z młodą gospodynią. Był to rodzaj szantażu, choć nie w tradycyjnym sensie. Być może Saunière wykorzystał tę sytuację jako dodatkowe zabezpieczenie dla siebie i swojej gospodyni, zapewniając sobie finansowe wsparcie na wypadek, gdyby ktoś próbował go zdradzić.

Tymczasem Saunière kontynuował swoje tajemnicze prace, a mała wioska Rennes-le-Chateau była świadkiem wyrafinowanego wystroju, który przekraczał granice zwykłego smaku i potrzeb lokalnej społeczności.

Tajemnica Rennes-le-Chateau głęboko zakorzeniła się w wyobraźni mieszkańców wioski i przyciągnęła uwagę miłośników zagadek i spiskowych teorii.

Wydarzenia tajemniczej natury rozpoczęły się w dramatyczny sposób, wstrząsając lokalną społeczność i wzbudzając zainteresowanie poza jej granicami.

Pierwszym zaskakującym incydentem było morderstwo dwóch urzędników kościelnych, które miało miejsce w okolicznych wioskach. W przededniu Wszystkich Świętych w 1897 roku samotnie żyjący ksiądz Gelis został brutalnie zamordowany w swojej zakrystii. Został zaatakowany ciosami pogrzebacza i siekiery, a następnie położony na podłodze w geście modlitewnym, z rękoma na piersi. Choć w zakrystii znaleziono osiemset franków, zabójstwo pozostało niewyjaśnione.

Pięć lat później podobnie okrutną śmierć poniósł biskup Billard z Carcassonne. Ten biskup nie tylko nie zajął się pytaniem o źródła bogactwa i ekstrawagancji Saunière’a, ale wydawał się wręcz go zachęcać do tego stylu życia. Zagadka jego morderstwa także pozostała nierozwiązana.

Kolejny biskup, de Beausejour, nie okazał już takiej wyrozumiałości wobec Saunière’a i żądał wyjaśnień dotyczących jego kontrowersyjnych działań. Saunière próbował załagodzić sytuację, przedstawiając biskupowi fałszywe i niepełne dokumenty. W roku 1909 biskup utracił cierpliwość i pozbawił Saunière’a praw kapłańskich, gdy ten odmówił opuszczenia parafii. W wyniku tego upokarzającego wydarzenia Saunière stał się obiektem plotek i oskarżeń, które wpłynęły na jego reputację.

W 1917 roku, po wielu latach pełnych kontrowersji i tajemnic, Saunière doświadczył nagłego zawału serca w pobliżu wieży Magdala. Poprosił o spotkanie z ojcem Riviere, księdzem z sąsiedniej miejscowości Couiza. Długa spowiedź, którą odbył, pozostawiła ojca Riviere’a w szoku, a jego blady wyraz twarzy świadczył o wstrząsie, jaki przeżył. Saunière otrzymał ostatni sakrament, a dwa dni później, 22 stycznia 1917 roku, zmarł w wyniku wylewu krwi do mózgu.

Tym samym, do tej pory nie ma pewności, jakie dokładnie odkrycia Bérenger Sauniére dokonał w czasie swojego życia, które przyniosły mu tak ogromne bogactwo. Jednak zachowanie księdza w Rennes-le-Chateau często budziło zdziwienie i zdumienie. Zawsze towarzyszyła mu jego młodsza o szesnaście lat gospodyni i pomoc domowa, Marie Denarnaud. Przez wiele lat widywano ich kopiących ziemię na cmentarzu w nocy. Skargi władz lokalnych dotyczące tych nielegalnych praktyk i naruszania świętej ziemi zostały przesłane do kurii. Po tych skargach Sauniére zaprzestał nocnych działań na cmentarzu.

Marie mogła cieszyć się stosunkowo wygodnym życiem, ponieważ posiadała prawa własności do Willi Bethania. Przez trzydzieści lat mieszkała tam, wynajmując pokoje, a na końcu przekazała nieruchomość lokalnemu biznesmenowi, Noelowi Corbu, w zamian za dożywotnią rentę. Dzięki temu miała zapewnione stabilne dochody i prowadziła dość monotonne życie aż do swojej śmierci w styczniu 1953 roku. Mieszkańcy wioski pamiętają, jak powtarzała za życia: „Ludzie z Rennes-le-Chateau chodzą po złocie, nawet o tym nie wiedząc“.

Noel Corbu jest prawdopodobnie odpowiedzialny za obecny stan tajemnicy Rennes-le-Chateau. Aby przyciągnąć gości do swojego Hotelu du Tour (odnowiona Villa Bethania), zaczął on rozpowszechniać historię o skarbie, aby przyciągnąć turystów. W styczniu 1956 roku ukazał się obszerny artykuł na łamach lokalnej gazety Le Depeche du Midi, poświęcony historii Berengera Saunière, księdza-milionera, który odnalazł skarb Blanki Kastylijskiej. Jednak nie ma żadnych dowodów na to, że królowa faktycznie pozostawiła jakikolwiek skarb w tych rejonach.

Około dziesięć lat później cała historia została opublikowana w książce francuskiego dziennikarza Gérarda de Sède, zatytułowanej „Le Tresor Maudit de Rennes-le-Chateau“ (Przeklęty skarb Rennes-le-Chateau).

Książka autorstwa Gerarda de Séde, będąca punktem wyjścia dla dalszych wydarzeń, stanowiła jedynie początek długotrwałej kampanii prowadzonej przez Pierre’a Plantarda – francuskiego awanturnika i jego towarzysza, belgijskiego markiza i aktora, Philippe’a de Chérisey. Korzystając z autentycznych materiałów związanych z życiem księdza Saunière’a, jak również z fałszywych dokumentów, które sami spreparowali, Plantard i de Chérisey skonstruowali historię tajemnicy księdza. Miała ona potwierdzić, że Plantard jest bezspornym potomkiem królów merowińskich i z tego powodu powinien zasiadać na tronie Francji. Dodatkowo, duet ten zdeponował w Bibliotece Narodowej w Paryżu serię dokumentów zatytułowanych Les Dossiers Secrets.

Jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli, gdy angielski historyk zatrudniony przez BBC, Henry Lincoln, wraz ze swoimi przyjaciółmi Michael’em Baigentem i Richardem Leighem, wprowadził historię w zupełnie nowe rejony. Lincoln przedstawił teorię o nieporównywalnie większej wadze niż pierwotne zamierzenia Plantarda. Nie tylko dowodził on, że Plantard jest potomkiem Merowingów, ale także, zgodnie z tym, co napisał w swojej książce „Święty Graal, Święta Krew“, utrzymywał, że Merowingowie są bezpośrednimi potomkami Jezusa Chrystusa i Marii Magdaleny.

W dzisiejszych czasach granica między prawdą a fikcją w kwestii Rennes-le-Chateau staje się coraz bardziej nieostra. Większość teorii i wniosków, jakie się pojawiają, jest dość swobodnie oparta na faktach i legendach regionu. Jednak nie można pominąć faktu, że wszystkie te narracje idealnie wpisują się w atmosferę tajemnicy i ukrytego skarbu, która otacza to miejsce.

Historyczne korzenie tajemnicy

Wiosną 1645 roku, na obszarze Rennes-le-Chateau, pastuch o imieniu Ignace Paris, natrafił na znaczną liczbę złotych monet. Znalazł je na terenach należących do Blaise’a d’Hautpoul, ówczesnego pana Rennes. Blaise był przodkiem François d’Hautpoul-Rennes, a jego żona, Marie D’Negri, stała się punktem wyjścia dla tajemnicy, która dzisiaj wokół Rennes-le-Chateau owija swoje mistyczne węże. Lokalne opowieści mówią, że Paris, niechętny ujawnieniu miejsca znalezienia monet, padł ofiarą zabójstwa. Po tym incydencie rozpoczęła się długa walka pomiędzy biskupem Alet, Nicolasem Pavvilonem, Blaise’em d’Hautpoul oraz braćmi Nicolasem i François’em Fouquet.

Nicolas był skarbnikiem króla Ludwika XIV, zaś François został biskupem Alet w 1659 roku. Trzy lata później Nicolas Fouquet napisał list do François, opisując swoje spotkanie z malarzem Nicolasem Poussinem w Rzymie:

„On i ja omawialiśmy pewne sprawy, które szczegółowo opiszę – sprawy, które za pośrednictwem pana Poussina dadzą Ci przywileje, których nawet królom trudno byłoby otrzymać od niego. Według niego te sprawy pozostaną tajemnicą przez kolejne wieki. Co więcej, są tak trudne do odkrycia, że nic na ziemi nie jest im równoważne, oprócz bogactwa, które z nich wynika.“

Powiązania tajemnicy z Nicolasem Poussinem zbiegają się z faktem, że w 1685 roku Ludwik XIV wykupił oryginalne płótno „Pasterze Arkadyjscy“ od handlarza dzieł sztuki C.A. Herrault. Obraz, jak się mówi, zdobił prywatne komnaty króla aż do jego śmierci.

W październiku 1661 roku Jean Lorret, właściciel magazynu „La Muze Historique“, wspomniał o skarbie odnalezionym w diecezji Alet-les-Bains, czyli w okolicach Rennes-le-Chateau. W 1666 roku Colbert, następca Nicolasa Fouqueta na stanowisku ministra finansów, założył Compagnie Royale des Mines et Fonderies du Languedoc (Królewską Kompanię Kopalń i Odlewni Langwedocji), rozpoczynając prace wydobywcze na ziemiach Blaise’a d’Hautpoul.

W odległym roku 1130 Bertrand de Blanchefort zwrócił się do Zakonu Templariuszy z prośbą o zgodę na wydobycie w rejonie Château de Blanchefort. Był to pierwszy krok, który zapoczątkował ich długotrwałą obecność w okolicach Rennes-le-Chateau. Bertrand de Blanchefort, pan tych ziem i gorący zwolennik kataryzmu, osiągnął w 1153 roku pozycję czwartego wielkiego mistrza Zakonu Templariuszy. Trzy lata później sprowadził do tych okolic grupę niemieckich górników, którym narzucono niezwykle surową dyscyplinę, zakazując jakichkolwiek kontaktów z miejscową ludnością.

W celu uregulowania prawnego statusu pobytu niemieckich górników w Rennes-le-Chateau, powołano specjalne kolegium sądowe. Choć oficjalnie zakładano, że ich zadaniem było wydobywanie złota w okolicy zamku Blenchefort, to prawdziwe powody ich przybycia musiały być znacznie bardziej tajemnicze, bowiem złoża te już dawno wyczerpano. Do dzisiaj nie znamy prawdziwego celu, dla którego templariusze sprowadzili niemieckich górników.

Obecność templariuszy w okolicy Rennes-le-Chateau datuje się przynajmniej od połowy XII wieku. Chociaż oficjalnie mieli oni strzec bezpieczeństwa okolicy, to istniał inny, bardziej skryty powód ich przybycia. Według legendy zostali wysłani tam, aby strzec skarbu lub też go ukryć lub odnaleźć.

Nieznane są dokładne szczegóły misji zakonników, ale wyraźnie cieszyli się oni dużą nietykalnością, będąc jedynymi spośród wszystkich rycerzy zakonnych we Francji, którzy uniknęli aresztowań w czasie pogromu w 1307 roku.

Dowódcą oddziału w Bezu był Seigneur de Goth, krewny papieża Klemensa V. Istnieje możliwość, że papież otaczał swojego krewnego opieką, dowodzącego templariuszami w Bezu. Rodzina Blanchefortów strzegła tajemnicy skarbu aż do XVIII wieku, kiedy to w wirze Wielkiej Rewolucji Francuskiej opuścili swoją siedzibę.

Rennes-le-Chateau stało się inspiracją dla wielu filmów i było tematem blisko 500 książek. Również Dan Brown w swoim bestsellerowym dziele „Kod Leonarda da Vinci“ zawarł odniesienia do księdza i teorii z nim związanych, nadając jednemu ze swoich bohaterów imię Jacques Sauniere.

Leave a Comment

Deine E-Mail-Adresse wird nicht veröffentlicht. Erforderliche Felder sind mit * markiert

Translate »
Instagram